Dzisiejszy dzień był jednym z tych, o których nie pisze się w kolorowych poradnikach o diecie.
Pobudka po 3 godzinach snu, start dnia o 3:00 rano, a koniec roboty dopiero o 19:00. Kto jeździ, ten wie – praca w ciężarówce to nie tylko trzymanie kierownicy, to czasem ciężki fizyczny zapas, po którym organizm po prostu domaga się „paliwa”.
Dziś samopoczucie i bezpieczeństwo na drodze wygrały z restrykcyjnym liczeniem makro. Byłem głodny przez cały dzień, więc jadłem to, co miałem pod ręką i co dawało mi siłę do dalszej jazdy.
Keto za kółkiem to nie zawsze zdrowe jedzenie, choć i tak zdrowsze niż stosowane przez większość kierowców.
Nie patrzyłem na okno postu (IF) ani na to, czy zmieszczę się w keto-limitach.🍽️ Co dzisiaj wpadło na ruszt?Oto szybki bilans dzisiejszego ratowania energii:

Zestaw ze śledziem: Konkretny strzał (1100 kcal), który dał mi kopa, ale dorzucił sporo węgli (48g).
Zestaw z łososiem: Solidna porcja białka i dobrych tłuszczy (780 kcal).
Kiełbasa z Lidla (100g): Klasyk na trasie – czyste białko i tłuszcz (482 kcal).
Kawa kuloodporna (50g masła): Ratunek przy 3h snu – 370 kcal czystej energii
Podsumowanie dnia:
Łącznie kalorii: ~2732 kcal
Białko: ~123,4 g
Tłuszcz: ~218,6 g
Węglowodany netto: ~65,7 g
🧠 Słowo odemnie:65 gramów węglowodanów to jak na mnie sporo, ale przy takim wysiłku organizm przepalił to błyskawicznie. W trasie najważniejsza jest trzeźwa głowa i siła w rękach. Czasem trzeba odpuścić tabelki, żeby po prostu przetrwać dzień.
Jutro nowy dzień, nowa trasa i powrót do pilnowania limitów.
Trzymajcie się, koledzy! Jak Wy radzicie sobie z głodem przy tak długich zmianach?
Dodaj komentarz