Keto za kółkiem 🚛Powrót Króla: 2,2 mmol/L z rana i żelazna dyscyplina w trasie

Wczorajszy dzień był lekcją pokory – 16 godzin na nogach i tylko 3 godziny snu wycisnęły ze mnie wszystko. Ale właśnie o to chodzi w projekcie Keto za kółkiem: nie o to, żeby upaść, ale żeby jak najszybciej wrócić na właściwe tory. Dzisiejszy poranek pokazał, że mój organizm to maszyna, która potrafi błyskawicznie wrócić do formy.

Poranny pomiar: 2,2 mmol/L Ketonów!Jeszcze przed pierwszym ruszeniem z miejsca, chwyciłem za czytnik.

Wynik na kierownicy mojej Scanii zwalił mnie z nóg: 2,2 mmol/L.

To dla mnie jasny sygnał – mimo wczorajszego ratowania się większą ilością jedzenia, organizm przez noc „przepalił” wszystko i wszedł w głęboką, czystą ketozę.

Z takim poziomem energii głowa jest jasna, skupienie na drodze 100%, a głód po prostu nie istnieje.

🍽️ Co dzisiaj zasiliło mój organizm? (Tylko 8,2g węgli!)

Żeby utrzymać ten genialny stan z rana, dzisiejszy jadłospis był krótki, konkretny i bardzo nisko-węglowodanowy. Postawiłem na sprawdzone produkty, które zawsze mam w kabinie:

Baza dnia:

(Nóżki z kurczaka, tuńczyk, jajka): Solidny rzut białka i tłuszczu na start (~930 kcal).

Łosoś wędzony (125g): Moje ulubione źródło kwasów Omega-3 w trasie (~244 kcal).

Ser kozi (ok. 30g): Mały akcent smakowy, który idealnie podbija tłuszcze.

Kiełbasa z Lidla (100g): Bardzo dobra w smaku, skład super, tylko jeden problem jest z tą kiełbasą. Skończyła się 😉(482 kcal).

Bilans dnia:

Kalorie: ~1746 kcal

Białko: ~148,0 g (świetna regeneracja mięśni po wczorajszym wysiłku)

Tłuszcz: ~122,1 g

Węglowodany netto: ~8,2 g (Czysty ogień!)

🧠 Moja refleksja:

Widzicie to?

Wczoraj 65g węglowodanów przy kryzysie, dziś rano 2,2 mmol/L ketonów i cały dzień zamknięty w 8 gramach węgli. To jest dowód na to, że jeden gorszy dzień nie przekreśla całości. Liczy się to, jak szybko wracasz do gry.

Przy mojej wadze (ok. 98 kg) takie makro pozwala mi spalać tłuszcz, zachowując przy tym pełną siłę do kręcenia kółkiem i rozładunków.

Trzymajcie się ciepło w kabinach! A jak u Was z powrotami do diety po ciężkiej szychcie?

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *